Cantalamessa Raniero OFMCap, Franciszek z Asyżu – prorok dla nas

 

Raniero Cantalamessa OFMCap

FRANCISZEK Z ASYŻU – PROROK DLA NAS

Wieliczka, 1 października 2009 r.

 

Konferencja wygłoszona podczas  obchodów Jubileuszu 800-lecia ustnego zatwierdzenia Reguły Św. Franciszka

1. Dwa sposoby interpretowania osoby Franciszka

Od samego początku, to znaczy nazajutrz po śmierci Franciszka, zarysowały się dwie podstawowe interpretacje jego życia: interpretacja hagiograficzna i prorocka. Pierwsza widziała we Franciszku przede wszystkim „świętego”, doskonały przykład wszelkich cnót, który należało naśladować, jednak bez nadziei doścignięcia tego arcydzieła Bożego; druga, natomiast, interpretacja prorocka, nie zajmowała się zbytnio tym, co Franciszek uczynił wielkiego i heroicznego w swoim życiu, lecz tym, co Bóg chciał poprzez niego powiedzieć Kościołowi: Franciszek wysłannik Boga.

Jedna z tych interpretacji nie wyklucza drugiej; chodzi raczej o kwestię pierwszeństwa i rozłożenia akcentów. Jednakże w ciągu wieków często między tymi dwoma interpretacjami dochodziło do konfliktów. Najpierw w łonie samego zakonu franciszkańskiego. Interpretacja hagiograficzna, która widzi Franciszka jako drugiego Chrystusa (Alter Christus), człowieka doskonale upodobnionego do Chrystusa, stała się częścią wielkiej tradycji zakonu, tradycji oficjalnej, uosobionej przez Św. Bonawenturę, natomiast interpretacja prorocka stała się szybko dziedzictwem „spirytualnych”, np. Huberta z Casale, którzy we Franciszku chcieli widzieć tego, który zapoczątkowuje w Kościele nową erę, erę ducha, przepowiadaną przez Joachima z Fiore.

Z biegiem czasu te dwie interpretacje rozszerzają się coraz bardziej na całe chrześcijaństwo. I tak w wizji katolickiej kładzie się nacisk raczej na Franciszka jako „świętego” i człowieka „na wskroś katolickiego i apostolskiego”, a w wizja protestancka i „laicka” preferuje Franciszka proroka, który kontestuje, nawet jeśli po cichu, Kościół instytucjonalny swoich czasów, bogaty, zeświecczały i wyalienowany z prostoty ewangelicznej.

W rzeczywistości jednak wizja Franciszka „proroka” została mocno zniekształcona, tak w rozumieniu „spirytualnych” jak i protestantów czy też świata laickiego naszych czasów. A to dlatego, że zamknięto Franciszka w ciasnym i polemicznym polu widzenia. Franciszek jest ukazywany jako prorok, ale jako prorok posłany do „innych”: według spirytualnych do „braci ze wspólnoty”, a według protestantów i wizji „laickiej” do Kościoła instytucjonalnego a w praktyce przeciwko hierarchii Kościoła katolickiego.

Ale Bóg nie posyła proroków aby byli bronią w ręku jednych ludzi przeciwko drugim; Bóg ich posyła aby byli „Jego” narzędziami, jego ludźmi. Franciszek w rzeczywistości jest prorokiem, ale prorokiem dla każdego człowieka w Kościele, nie wyłączając nikogo. Chodzi jednak o rozumienie proroka w znaczeniu religijnym, w takim jakie ono jest w chrześcijaństwie, a nie o współczesne rozumienie zeświecczałe, które nadaje tytuł proroka bezproblemowo ateistom i materialistom takim jak Feurbach, Marx, Nietzsche, jednym słowem każdemu, kto łamie przekonania i zastane zwyczaje lub kto kontestuje aktualną sytuację świata.

Proroctwo chrześcijańskie – różniące się w tym wypadku także od starotestamentalnego – nie oznacza w pierwszym rzędzie ogłaszania zbawienia przyszłego i odległego, ale objawianie ukrytej obecności Chrystusa w świecie; nie polega na przekraczaniu muru czasu ale o wiele grubszego muru ą pozornych sprzeczności. Takie właśnie proroctwo zainaugurował Jan Chrzciciel kiedy wołał: „Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie!” (J 1,26). W takim znaczeniu proroctwo Franciszka staje się szczególnie konieczne dla dzisiejszego świata i w pierwszej części mojego wystąpienia chciałbym wyjaśnić dlaczego.

2. Franciszek i Chrystus

„Po mojej śmierci, napisał Kierkegaard, w moich zapiskach nie znajdzie się ani jedno wyjaśnienie tego, co w rzeczywistości wypełniło moje życie. Nie znajdzie się w zakamarkach mojej duszy ten tekst, który wyjaśnia wszystko i często, z tego co świat uważa za bagatelne, czyni wydarzenia ogromnej wagi dla mnie” (Diario, IV A, 85). Nie można tego powiedzieć o Franciszku z Asyżu. Wyjaśnienie tego co wypełniało jego życie, słowo, które wszystko o nim mówi istnieje i jest bardzo jasne; trzeba je tylko zauważyć.

To nie prawda, że nie posiadamy obiektywnych i pewnych kryteriów i że jesteśmy zdani na nasze subiektywne osądy tak, iż możemy z Franciszka zrobić tego, kogo chcemy i ubrać go w szaty modne w tym momencie, jak to miało miejsce także Jezusem. Franciszek nie jest człowiekiem „na każdą okazję”, „składnikiem” którego duchowością chce się okraszać wszystkie wielkie ideały świata: Franciszek patron poetów („trubadur Boży”), obrońców zwierząt, pokoju, ekologii, powszechnego braterstwa i nie wiadomo jeszcze czego.

Oczywiście na każdy z tych tytułów Franciszek w pełni zasługuje, ale są one owocami które wyrosły na gałęziach drzewa. Dlaczego mielibyśmy się notorycznie pozbawiać poznawania pnia i korzeni tego drzewa i ziemi z której ono czerpie życiodajne soki? W tym pośmiertny los Franciszka podobny jest do tego który cytowany filozof przewidywał dla siebie: „Ciągle ten haniebny, niecny kanibalizm, poprzez który (podobnie jak Heliogabal zjadał mózg strusia) pożera się myśli umarłych, ich opinie, powiedzenia i wrażenia. Ale jeśli chodzi o ich życie, ich charakter: nie, z tym wszystkim nie chcemy mieć nic wspólnego” (Diario X, 4, 537).

Glebą, korzeniem i gałęzią drzewa dla Franciszka jest osoba Jezusa Chrystusa! On jest dla niego wszystkim. Bardzo pouczające jest porównanie nawrócenia Pawła z nawróceniem Franciszka. Jedno i drugie było mocnym spotkaniem z osobą Jezusa. Obydwaj mogli powiedzieć: „Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus” oraz “Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Fil 1, 21, Gal 2, 20); obydwaj mogli powiedzieć – Franciszek jeszcze bardziej niż Paweł: „Ja na ciele swoim noszę blizny, znamię przynależności do Jezusa” (Gal 6,17).

Powszechnie znana metafora zaślubin Franciszka z Panią Biedą, która pozostawiła głębokie ślady w sztuce i w poezji, zaczynając od Dante d’Alighieri, może prowadzić w niewłaściwym kierunku. Nikt nie zakochuje się w cnocie, nawet jeśli jest to cnota ubóstwa; można się zakochać w osobie. Zaślubiny Franciszka były, tak jak w przypadku innych mistyków, zaślubinami z Chrystusem. Odpowiedź dana przez Franciszka tym, którzy go pytali, czy zamierza kogoś poślubić: „Poślubię oblubienicę szlachetniejszą i piękniejszą od wszystkich, jakie kiedykolwiek widzieliście” bywa często źle interpretowana. Z kontekstu wynika jasno, że oblubienicą nie jest ubóstwo, ale skarb ukryty i cenna perła, to znaczy Chrystus. „Oblubienicą, jak komentuje Celano, jest zakon jaki on począł, a skarbem ukrytym jest królestwo niebieskie, którego tak bardzo pożądał”1.

Pod koniec swojego życia, pewnemu bratu, który zachęcał go aby pozwolił by mu czytano Pismo Święte, Franciszek odpowiedział: „Ja już tyle zajmowałem się Pismem Świętym, że jak najbardziej starcza mi to do rozmyślania i rozważania. Więcej nie potrzebuję, mój synu, wystarczy, że wiem, iż Chrystus był ubogi i ukrzyżowany”2.

Wiemy iż chrystocentryzm stanie się zasadniczą cechą teologii franciszkańskiej. Wystarczy przypomnieć zakończenie dzieła św. Bonawentury Itinerarium mentis ad Deum. Po omówieniu różnych stopni po których dusza wstępuje do Boga: poprzez stworzenia, poprzez naturalne władze człowieka (pamięć, intelekt, wola) i poprzez nadprzyrodzone dary łaski, na końcu stwierdza: „Dusza musi zrobić jeszcze jeden krok: wyjść nie tylko poza ciasny widnokrąg świata widzialnego, ale musi przekroczyć samą siebie. W tym przejściu w górę, Chrystus jest drogą i bramą, Chrystus jest drabiną i środkiem transportu3 . Wydaje się jakbyśmy słyszeli komentarz do słów Jezusa: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6). Zanim jednak chrystocentryzm stał się wizją teologiczną u św. Bonawentury i Szkota, był on doświadczeniem przeżywanym, egzystencjalnym i przemyślanym przez Franciszka. Chciałbym tu w Krakowie, stolicy biskupiej Jana Pawła II, przypomnieć, na potwierdzenie tego, co powiedziałem, słowa napisane przez Jana Pawła II w 1982 roku w Liście apostolskim z okazji 800-lecia urodzin Biedaczyny: „Franciszek z Asyżu – życie w wolności”: „Kiedy w czasie tego roku poświęconego pamięci Świętego, udałem się do jego grobu, ułożyłem następującą modlitwę: “Ukrytą racją twojego duchowego bogactwa był Krzyż Chrystusa…. Naucz nas, tak jak Apostoł Paweł nauczył ciebie, nie chlubić się jeśli nie Krzyżem Pana Naszego Jezusa Chrystusa”. Chrystus ukrzyżowany był przewodnikiem dla św. Franciszka od początku jego nowego życia aż do śmierci; na Alwernii wycisnął na jego ciele święte stygmaty tak, aby także dla oczu ludzkich jawił się jako ukrzyżowany. 4

Jak bardzo ten chrystocentryzm leżał na sercu i był duszą nauczania Jana Pawła II świadczy jego niezapomniany apel skierowany do świata w dzień inauguracji jego pontyfikatu: „Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi”.

3. Obecność – nieobecność Chrystusa w dzisiejszym świecie

Teraz, tak jak obiecałem, chciałbym wyjaśnić dlaczego tak naglące jest to przesłanie Franciszka dla współczesnego świata. Jakie miejsce naprawdę zajmuje Jezus w naszym społeczeństwie i w naszej kulturze? Myślę, że można mówić o obecności nieobecnej Chrystusa. I tak w świecie widowiska, czy w środkach masowego przekazu w ogólności, Jezus Chrystus jest bardzo obecny, co więcej jawi się jako „Superstar”. W niekończącej się serii opowiadań, filmów, książek, autorzy manipulują postacią Chrystusa, czasami pod pretekstem wymyślonych nowych dokumentów historycznych na Jego temat. Kodeks Leonarda da Vinci jest najnowszym i najbardziej głośnym epizodem z tej długiej serii. Stało się to rodzajem mody, gatunkiem literackim. Spekuluje się na szerokim oddźwięku jakim cieszy się imię Jezusa i na tym kim On jest dla dużej części ludzkości by w ten sposób zapewnić sobie szeroki rozgłos za niska cenę. I to jest pasożytnictwo literackie.

Z jednej strony możemy więc powiedzieć, że Jezus Chrystus jest bardzo obecny w naszej kulturze. Jeśli jednak spojrzymy na środowisko wiary, do którego On w pierwszym rzędzie przynależy, zauważymy przeciwnie, niepokojącą nieobecność, a może nawet odrzucenie Jego osoby. W co wierzą ci, którzy określają siebie mianem „wierzących” w Europie czy gdzie indziej? Wierzą, w większości przypadków, w istnienie jakiegoś Najwyższego Bytu, w Stworzyciela, który gdzieś istnieje, w życie po śmierci. Chrystus jest praktycznie nieobecny w tego rodzaju religijności, podczas gdy według Nowego Testamentu wiara, która usprawiedliwia człowieka to jedynie wiara „w Jezusa Chrystusa”, w Jego śmierć i zmartwychwstanie. Niektóre badania ankietowe ukazały, że tak właśnie ludzie rozumieją wiarę, także w regionach o tradycji chrześcijańskiej, jak na przykład w Marchii, gdzie się urodziłem.

Osoba Chrystusa jest, w każdym razie, nieobecna w trzech wielkich dialogach, jakie się dokonują w obecnej sytuacji kulturowej: w dialogu pomiędzy nauką a wiarą, ponieważ w nim chodzi o dyskusję czy istnieje stwórca czy też świat jest wytworem „przypadku lub konieczności”, nie ma tam mowy o Jezusie Chrystusie; w dialogu pomiędzy wiarą a filozofią, ponieważ ta druga zajmuje się pojęciami metafizycznymi a nie osobami historycznymi; w dialogu międzyreligijnym, gdzie imię Jezus jest tym, które dzieli, a więc jest skrupulatnie przemilczane.

W tym sensie nie jest przesadą mówienie o świecie „post-modernistycznym” jako o świecie „post-chrześcijańskim”. Może to w Polsce jest mniej widoczne niż we Włoszech, a we Włoszech mniej niż w pozostałych częściach Europy, ale nie można się łudzić. Nie ma już „żelaznej kurtyny”, która oddzielałaby Polskę od reszty Europy. Nikt oczywiście za nią nie płacze, ale trzeba sobie zdawać sprawę z tego faktu.

W Ewangelii znajduje się epizod, który opisuje aktualną sytuację naszego Zachodu w jego relacji do Chrystusa: odrzucenie z jakim się spotkał Jezus ze strony swoich w Nazarecie. Moja Ojczyzna – Włochy, i w ogóle Europa, są dla chrześcijaństwa tym, czym Nazaret był dla Jezusa: „miejscem gdzie się wychował”. (Chrześcijaństwo narodziło się w Azji, ale wzrastało w Europie, podobnie jak Jezus który narodził się w Betlejem, ale wychowywał się 5

w Nazarecie!). Grozi nam to samo niebezpieczeństwo, które groziło mieszkańcom z Nazaretu: nie rozpoznanie Jezusa. Trzeba się nie tyle martwić z powodu odrzucenia „korzeni chrześcijańskich” Europy, ile raczej z powodu odrzucenia samego Chrystusa! W średniowiecznych opisach wojen zawsze jest taka sytuacja, że po pokonaniu łuczników, kawalerii i pozostałych wojowników, walka koncentruje się wokół króla. Tam rozgrywa się decydująca batalia i ona decyduje o losach walki. Także dla nas dziś walka nie rozgrywa się o taką czy inną doktrynę, ale o Króla! Gdyby Franciszek przyszedł teraz na świat jestem pewien, że nie zaczął by mówić o „Pani Biedzie” ani o „bracie słońcu i siostrze księżycu”, ale o Jezusie Chrystusie i to ukrzyżowanym. Jeden z pierwszych obrazów Świętego (którego kopia znajduje się w Greccio a oryginał zaginął) przedstawia Franciszka podnoszącego do oczu chusteczkę i ocierającego łzy: tak go zapamiętali jego współcześni. Obok Franciszka doskonałej radości istniał Franciszek płaczący i może właśnie takim byłby on, gdyby dziś znowu pojawił się na ziemi. To jest właśnie ogromne i cudowne zadanie dla całego Kościoła ,a w sposób szczególny dla nas synów Franciszka: ogłaszać dzisiejszemu światu Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego! Ale nie Chrystusa abstrakcyjnego, zideologizowanego, czy też Chrystusa z przeszłości; nie, lecz Chrystusa zmartwychwstałego i żyjącego, do tego stopnia obecnego i rzeczywistego, że można Go wskazać używając zaimka osobowego, jak to czynił Paweł kiedy mówił: „przez poznanie Jego”(Fil 3, 10). Kierkegaard napisał:

„Ten Bóg, który stworzył mężczyznę i kobietę, stworzył też bohatera i poetę czy mówcę. Jeden nie może zrobić tego, co robi drugi; poeta może jedynie podziwiać, kochać, cieszyć się bohaterem. Jednakże i on nie jest mniej szczęśliwy niż bohater. W rzeczywistości bohater stanowi jego najlepszą naturę, to w czym jest zakochany, szczęśliwy, że nie jest nim on sam, ponieważ w ten sposób jego geniusz może wyrażać się poprzez podziw. Jest geniuszem pamięci, która nie może nic uczynić bez wspomnienia tego co zostało zrobione… Idzie za wyborami serca, a kiedy znajdzie to, czego szuka, to idzie od drzwi do drzwi ze swoimi pieśniami i mowami, nawołując by wszyscy podziwiali bohatera tak jak on to robi, by byli dumni z niego tak jak on jest dumny”4. Dla filozofa tym bohaterem jest Abraham a poetą on sam. Ale jakże o wiele bardziej prawdziwe staje się to w odniesieniu do Chrystusa i do poetów czy mówców, którzy mają być Jego głosicielami. Franciszek był jednym z tych poetów. Poetą nie w takim znaczeniu, że pisze poezje, ale że mówi ze wzruszeniem o przedmiocie swojej miłości i swojego podziwu. Poeci mówią bardziej oczami niż ustami. 4. Franciszek wzór

Teraz możemy się zająć także drugim spojrzeniem na Franciszka wspomnianym na początku, Franciszkiem hagiograficznym albo nauczycielem życia i zobaczyć, co on mówi 6

zwłaszcza nam, współczesnym franciszkanom. Wrócę tu do niektórych refleksji, które przedstawiłem w kwietniu na kapitule namiotów w Asyżu. Przede wszystkim zobaczymy jak Franciszek odnosił się do Kościoła swoich czasów i jak my, dzisiejsi franciszkanie, mamy to czynić idąc za jego przykładem.

Relacje Franciszka z hierarchią Kościelną przedstawiane są, jak wiemy, w dwojaki sposób, w oparciu o dwie interpretacje osoby Franciszka przypomniane na początku: historiograficzną, oficjalnie przyjmowaną w zakonie, która widzi Franciszka jako „męża katolickiego i na wskroś apostolskiego”, oraz tę ówczesnych Spirytualnych, z którą utożsamia się Sabatier, a która mówi o bardziej lub mniej jawnym konflikcie Franciszka z hierarchię kościelną i wykorzystywaniu go przez nią.

Tę ostatnią interpretację, z racji na swoją spektakularność, przyjęli generalnie reżyserowie filmów o Franciszku. Wszyscy pamiętają zdanie wypowiedziane przez jednego z kardynałów w filmie Zefirellego „Brat słońce i siostra księżyc”, po przyjęciu Franciszka przez Innocentego III: Wreszcie mamy człowieka, który będzie mówił do ubogich i przyprowadzi ich z powrotem do nas”. Również opracowanie telewizyjne sprzed dwóch lat o Franciszku i Klarze, zresztą nie bez wartości, popada w ten stereotyp.

Tej „złośliwej” interpretacji relacji hierarchii do Franciszka możemy przeciwstawić „przyjazną”. Kościół hierarchiczny zdaje sobie sprawę z tego, że ze względu na role jaką spełnia w świecie, nie może dotrzeć bezpośrednio do mas zbuntowanego ludu i dostrzega we Franciszku i Dominiku narzędzia do wykonania tego pilnego zadania Kościoła, jakim było stawienie czoła napastliwości ruchów heretyckich. Nie było to posunięcie o charakterze politycznym, ale było podyktowane troską pasterską, przynajmniej w myśli najbardziej kompetentnych przedstawicieli hierarchii, między innymi Innocentego III.

Franciszek podejmuje się dzieła, którego kościół hierarchiczny nie był w stanie wykonać, nawet przy pomocy kleru diecezjalnego. Podejmuje to dzieło bez nastawienia polemicznego czy apologetycznego. Nie polemizuje ani z Kościołem – instytucją ani z wrogami Kościoła – instytucji, z nikim. I w tym jego styl jest inny także od współczesnego mu Dominika.

Stawiamy sobie pytanie: co nam to wszystko mówi? Z powodów odmiennych niż wtedy (chociaż nie zupełnie!), także dziś rzesze ludzi w wielu krajach zachodnich odsunęły się od Kościoła instytucjonalnego. Powstała jakaś przepaść. Wiele osób nie potrafi już dojść do Jezusa poprzez Kościół; trzeba im pomóc dojść do Kościoła poprzez Jezusa wychodząc od Niego i od Ewangelii. Trudno jest przyjąć Jezusa ze względu na miłość do Kościoła, ale można zaakceptować Kościół ze względu na miłość do Jezusa.

My franciszkanie jesteśmy w wyjątkowej sytuacji, która pozwala nam tego dokonać. Do tej roli przygotowuje nas dziedzictwo otrzymane od naszego ojca Franciszka, wielki kredyt zaufania, który on zdobył wśród wszystkich ludzi. Jego intuicja powszechnego braterstwa, które rozciąga się na wszystkie stworzenia, połączona z postawą małości, czynią jego i jego naśladowców braćmi wszystkich, nieprzyjaciółmi nikogo, przyjaciółmi ostatnich. Fakt, że Jan Paweł II wybrał Asyż na miejsce spotkania międzyreligijnego, a także liczne inne inicjatywy świadczą o tym, że takie jest właśnie powołanie synów Franciszka.

Aby można było wypełnić to zadanie stawania się pomostem pomiędzy Kościołem i światem, potrzeba, jak Franciszek, głębokiej miłości i wierności dla Kościoła oraz głębokiej miłości do świata, a zwłaszcza do świata pokornych. 7

Jak wypełnić to zadanie przekraczające nasze siły? Odpowiedź brzmi: Duch Pański! Całe życie Biedaczyny, jeśli zwrócimy baczną uwagę, toczy się pod kierownictwem Ducha Świętego. Prawie każdy rozdział jego życia rozpoczyna się stwierdzeniem: „Franciszek, poruszony czy natchniony przez Ducha Świętego, poszedł, powiedział, uczynił…”. Biedaczyna nazywa Ducha Świętego „ministrem generalnym Zakonu”5. Z okazji 16 stulecia od soboru ekumenicznego w Konstantynopolu – soboru, który zdefiniował bóstwo Ducha Świętego – Jan Paweł II napisał: „Cała odnowa Kościoła, w sposób opatrznościowy zaproponowana i rozpoczęta przez Sobór Watykański II, nie może się dokonać jak tylko w Duchu Świętym, to znaczy z pomocą Jego światła i Jego mocy”6. To samo należy powiedzieć o odnowie zakonów. Musimy zadawać sobie pytanie co może oznaczać dla nas franciszkanów przyjęcie łaski „nowej Pięćdziesiątnicy” wzywanej przez Jana XXIII. Drugie pokolenie franciszkanów widziało siebie w świetle realizowania się przepowiedni Joachima z Fiore dotyczących nowej ery Ducha. Można mówić o naiwności, a może nawet o zarozumiałości w tej postawie, nie mówiąc już o tym, że sama teza mówiąca o trzeciej erze jako erze Ducha Świętego – bez względu na to czy w takiej formie słusznie czy nie przypisywana Joachimowi z Fiore – jest heretycka i nie do przyjęcia. Jest jednak coś, co możemy przyjąć z tego dyskusyjnego rozdziału naszej historii: przekonanie, że jesteśmy rzeczywistością powstałą na skutek działania Ducha Świętego i powołaną do tego by w świecie podtrzymywać ogień Pięćdziesiątnicy.

Dość powszechnie przyjęło się nazywanie grupy tworzonej przez Jezusa i Jego uczniów „wędrownymi charyzmatykami”, mimo iż rozumienie tego określenia przez niektórych budzi wiele zastrzeżeń7 . „Charyzmatyczni” wskazuje na prorocki wymiar przepowiadania Jezusa i na Jego całkowitą uległość Duchowi Świętemu; „wędrowni” wskazuje na charakter mobilny rezygnujący z osiedlania się w konkretnym miejscu, co Jezus potwierdza słowami: ”Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” (Mt 8,20). Nie można znaleźć lepszego określenia dla pierwotnej grupy zgromadzonej wokół Franciszka: charyzmatycy wędrowni. 5. Klara i Franciszek Ostatnia refleksja dotyczy relacji między Franciszkiem i Klarą jako modelu, który powinien przyświecać dzisiejszym relacjom pomiędzy pierwszym a drugim zakonem franciszkańskim, pomiędzy wydaniem męskim i żeńskim czy też klariańskim franciszkanizmem. Mówienie o przyjaźni między Franciszkiem i Klarą jako o ludzkiej miłości wysublimowanej stało się dziś banałem. „Relacja między św. Klarą a św. Franciszkiem – pisze socjolog Francesco Alberoni – ma wszystkie cechy zakochania przeniesione (albo wysublimowane) w kierunku bożym”. Jak każdy człowiek tak i Franciszek, mimo że święty, mógł przeżywać pociąg do kobiety i do seksu. Źródła mówią nam, że celem pokonania pokus tego rodzaju Franciszek pewnego razu zimą tarzał się w śniegu. Ale nie chodziło o Klarę! 8

Pomiędzy Klarą a Franciszkiem istniała niewątpliwie głęboka więź także ludzka, ale zupełnie innej natury niż sugerują psychologowie. Naturę tej relacji między Franciszkiem i Klarą najlepiej zrozumiał pastor protestancki Paul Sabatier, który zapoczątkował studia historyczna nad Franciszkiem. Tak pisze: „Tu, bardziej niż w innym przypadku, należy zrezygnować z osądów zwyczajnego człowieka, który nie jest w stanie zrozumieć takiego zjednoczenia między kobieta i mężczyzną, w którym nie uczestniczyłby instynkt seksualny. Zjednoczenie płciowe ma w sobie coś boskiego, ponieważ przedstawia w sposób symboliczny zjednoczenie dusz. Miłość fizyczna jest tylko przelotną iskierką, której zadaniem jest rozpalenie ognia trwałej miłości; jest przedsionkiem świątyni a nie świętym świętych… Istnieją dusze tak mało ziemskie i tak czyste, że od razu wchodzą do świętego świętych i kiedy już tam się znajdą myślenie o innym zjednoczeniu byłoby dla nich nie tylko upadkiem, ale wręcz czymś niemożliwym. Taką była miłość między świętym Franciszkiem i świętą Klarą. To są jednak wyjątki, a ich czystość zawiera w sobie coś tajemniczego; jest tak wielka, że proponując ją ludziom ryzykujemy mówienie językiem niezrozumiałym lub jeszcze gorzej8. Niezwykle głęboka harmonia pomiędzy Franciszkiem a Klarą, charakteryzująca epopeję franciszkańską, nie pochodzi z „ciała i krwi”. Nie jest ona, żeby przywołać również znany przykład, jak ta między Heloizą i Abelardem. Gdyby tak było, może zostawiłaby jakiś ślad w literaturze, ale nie w historii świętości. Możemy ją określić znanym powiedzeniem Gothego „bliskością wyboru” pod warunkiem, że „wybór: pojmujemy nie tylko w znaczeniu aktywnym, jako działanie osób, które dokonały tych samych wyborów, ale jeszcze bardziej w znaczeniu pasywnym czyli „wybranie” osób przez Boga do tego samego celu.

Antoine de Saint-Exupéry napisał, że „kochać nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem, lecz patrzeć razem w tym samym kierunku”. Klara i Franciszek nie strawili swojego życia na patrzeniu na siebie, na cieszeniu się byciem razem. Niewiele słów zamienili ze sobą, prawie tylko te, które przytaczają nam źródła. Cechowała ich wielka powściągliwość, do tego stopnia, że współbracia czasami przyjaźnie napominali Franciszka i wyrzucali mu jego zbytnią surowość wobec Klary. To ze względu na ich nalegania, jak mówią Kwiatki, Franciszek zgodził się spożycie z Klarą i jej siostrami słynnego posiłku, który zakończył się pożarem duchowym, widocznym na kilka kilometrów9. W Asyżu opowiada się na ten temat sympatyczną legendę. Franciszek i Klara wracają w kierunku San Damiano rozprawiając o rzeczach duchowych. Była zima i wiejską dróżkę otaczały jak zasieki krzewy głogu. Kiedy nadszedł czas rozstania Klara zapytała Franciszka: „Ojcze, kiedy się znowu zobaczymy i będziemy mogli mówić o Bogu? Kiedy znowu zakwitną róże, Siostro, odpowiedział Franciszek. Klara zamilkła i zaczęła się modlić i oto głaszcząc rękami krzewy głogu Franciszek zaważa, że pomiędzy nimi zakwitły róże.”

Przyjaźń pomiędzy Franciszkiem i Klarą ma pewną cechę: nie jest ekskluzywną, nie wyłącza innych, braci Franciszka czy sióstr Klary, ale jest nimi przepełniona. Franciszek jest bratem i ojcem wszystkich sióstr; Klara jest siostrą i matką wszystkich braci. Kiedy przyjaźń między mężczyzną i kobietą ma taki charakter – nie jest zaborcza, ale rozdzielająca się – przywołuje stworzenie świata, powrót do pierwotnej niewinności relacji, „powrót do raju”, według ideału ascetycznego ojców pustyni. Poprzez wyrzeczenie się i przyjęcie krzyża (krzyża Chrystusa!) człowiek wraca do utraconego raju. 9

Zamiast patrzeć na siebie nawzajem, Klara i Franciszek patrzyli w tym samym kierunku. I wiemy jaki to był „kierunek”: Jezus ubogi, pokorny, ukrzyżowany. Klara i Franciszek to jakby dwoje oczu patrzących zawsze w tym samym kierunku. Dwoje oczu to nie tylko oko powtórzone dwa razy; żadne z naszych dwóch oczu nie jest zapasowym czy zamiennym. Dwoje oczu, które patrzą na dany obiekt pod różnym kątem odtwarzają głębię, wypukłość przedmiotu, pozwalają na ogarnięcie przedmiotu wzrokiem. Tak było z Klarą i Franciszkiem. Patrzyli na tego samego Boga, tego samego Jezusa Chrystusa, tego samego Ukrzyżowanego, tę samą Eucharystie, ale pod własnym kątem, poprzez własne dary i wrażliwość: męskie i żeńskie. Razem pojmowali więcej niż pojęłoby dwóch Franciszków czy dwie Klary. To jest sedno uzupełniania, które podkreśla Biblia mówiąc: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1,27). Razem tworzą doskonały obraz Boga biblijnego, który jest jednością i różnorodnością, jeden i w trójcy, jednością miłości, a nie liczby. W ten sposób Franciszek i Klara są obrazem Chrystusa totalnego, który jest oblubieńcem i oblubienicą zjednoczoną dla tworzenia „wielkiej tajemnicy” (Ef 5,32). Wiemy jak relacja między mężczyzną a kobietą została dziś zniszczona, sprowadzona prawie wyłącznie, przynajmniej w świecie sztuki i reklamy, do relacji ciał bez duszy. Franciszek i Klara, jak też inne świetlane „pary” w historii świętości chrześcijańskiej (Benedykt i Scholastyka, Franciszek Salezy i Joanna de Chantal…) stanowią wezwanie do czegoś innego, gdzie natura jest nie zniszczona, ale ukoronowana przez łaskę. Także w naszych relacjach wewnątrz kościelnych musimy się jeszcze dużo nauczyć. W historii Kościoła relacje między zakonami żeńskimi i męskimi charakteryzują się prawie zawsze zależnością i poddaniem żeńskich zakonów odpowiadającym im zakonom męskim. Klara i Franciszek mówią nam bardziej o wzajemnym uzupełnianiu, współpracy, a nie poddaniu. W relacji między Franciszkiem i Klarą nie ma żadnego śladu tej woli panowania, która często zatruwa nawet najbardziej intymne wyrazy miłości mężczyzny i kobiety czyniąc je bardziej podobnymi do agresji niż do gestów wzajemnego zjednoczenia. Zostaje pokonana jedna ze smutnych konsekwencji którą grzech sprowadziła na kobietę: „ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą” (Rdz 3,16). W tym znaczeniu przygoda Franciszka i Klary nie przemawia tylko do osób konsekrowanych, ale jest przypomnieniem koniecznym dla całych społeczeństw.

Kończę przypomnieniem znanej zachęty, którą Franciszek skierował do braci zgromadzonych na pierwszej kapitule namiotów: „Synowie moi, wiele przyrzekliśmy Bogu; o wiele więcej przyrzekł nam Bóg, jeśli dotrzymamy, cośmy Jemu przyrzekli, a oczekujmy na pewno tego, co nam przyrzekł. Krótka jest rozkosz świata; męka, co następuje po niej, jest wieczna; drobna jest męka tego żywota, lecz chwała drugiego żywota jest bez końca”10 .

Tłumaczenie br. Tadeusz Bargiel OFMCap

Przypisy:

1 Por. 1Cel 3, 6-7

2 2Cel 72, 105

3 Św. Bonawentura, Wędrówka duszy do Boga, VII, 1

4 S. Kierkegaard, Timore e tremore (Panegirico di Abramo), in Opere, a cura di C. Fabro, Firenze 1972, p. 45 . Tłumaczenie polskie w: S. Kierkegaard, Bojaźń i drżenie. Choroba na śmierć (Frygt og Bæven. Sygdommen til Døden), przeł. Jarosław Iwaszkiewicz, Wydawnictwo Homini, Kraków 2008.

5 2Cel 145, 193

6 Giovanni Paolo II, Lettera apostolica “A concilio Costantinopolitano I”, in AAS 73 (1981), p. 489.

7 Cf. G. Theissen e A. Merz, Il Gesù storico. Un manuale, Queriniana, Brescia 20032, pp. 235 ss. e la critica di D.G. Dunn, Gli albori del cristianesimo, I,1, Paideia, Brescia 2006, pp. 71ss.

8 P. Sabatier, Vita di San Francesco, Mondadori, Milano 1978, pp. 163 s.

9 Kwiatki św. Franciszka, XV

10 Kwiatki św. Franciszka, XVIII

Archiwum KWPZM

Wpisy powiązane

Conti Martin OFMCap, Franciszkańskie nawrócenie

Kowalczyk Dariusz SJ, Aktualność Ignacego Loyoli

Oleniacz Tomasz SJ, Ćwiczenia św. Ignacego Loyoli szkołą uczućOleniacz Tomasz SJ, Ćwiczenia św. Ignacego Loyoli szkołą uczuć